Tu jesteś: Start / prasa o OZE / Mieszkanie ostoja spokoju i zdrowia?
Mieszkanie ostoja spokoju i zdrowia?
Wyszukane w prasie

Zdrowy dom

Zarówno nowe lokum, jak i dom (mieszkanie) z odzysku, mają strategiczne "miejsca", które warto sprawdzić, zanim wyłoży się za nie duże pieniądze.
Boom na rynku mieszkaniowym skłonił nas do tego, by zbadać, co to znaczy zdrowy dom i gdzie najczęściej tkwią pułapki?
Zastanawiałaś się kiedykolwiek, czy twoje najbliższe otoczenie na pewno jest dla ciebie przyjazne? Przypomnij sobie, czy kupując nową wykładzinę na podłogę zwróciłaś uwagę na to, z czego jest zrobiona, albo chociaż, jak bardzo "chemicznie" pachnie? A może nawet przypłaciłaś ten zakup dokuczliwym bólem głowy? A dostęp świeżego powietrza albo system odprowadzania wilgoci z domu? Czy twoje okna są wiecznie "zapłakane", a w powietrzu nieustannie unosi się nieprzyjemny zapach kuchennych oparów od sąsiada z niższego piętra?

Zapytaliśmy specjalistów, co to znaczy zdrowy, bezpieczny dom (mieszkanie), co można zrobić, aby taki był, i co trzeba sprawdzić przy jego zakupie.
Zdrowy dom to przede wszystkim taki, który jest zabezpieczony przed wilgocią, ma odpowiednią izolację termiczną i dobrą wentylację.
Te warunki dość rzadko są spełniane na piątkę z plusem. Szczególnie jeśli chodzi o budownictwo wielorodzinne.

- Uważam, że najwięcej problemów w polskim budownictwie mieliśmy i wciąż mamy z odpowiednią wentylacją - mówi Krzysztof Kakowski, inżynier budowlany z kilkudziesięcioletnim stażem.
- Kiedy kupuje się mieszkanie w starej kamienicy, jest duże prawdopodobieństwo, że nabędzie się fragment większej całości (po wojnie duże mieszkania były dzielone na mniejsze) i trafi na część pozbawioną odpowiedniej ilości kanałów wentylacyjnych. Kupując nowe mieszkanie, trzeba pamiętać, że system wentylacyjny zajmuje bardzo dużo miejsca i jest drogi.

Dlatego pomimo wielu norm określających, np. że każda łazienka, wc, garderoba i kuchnia powinna mieć własny kanał wentylacyjny, inwestorzy starają się przepisy ominąć. Np. kuchnie połączone z salonem typu open space często nie są dobrze wentylowane, bo zgodnie z prawem pokoje nie muszą mieć własnej wentylacji...

- Moim zdaniem musimy się w tym względzie jeszcze wiele nauczyć, np. od Niemców, którzy mają doskonałe opracowania na ten temat - stwierdza inż. Kakowski. W źle wentylowanych mieszkaniach czy domach jest za dużo wilgoci, a to powoduje namnażanie się zarodników toksycznych grzybów i pleśni, ale nie tylko.

Tlen musi przepływać

Najwięcej wypadków, kiedy to ludzie ulegają zatruciu we własnym domu, związanych jest z fatalną wentylacją. - Zawsze, ilekroć mam taką możliwość, apeluję do właścicieli piecyków gazowych, by nie zażywali kąpieli przy zamkniętych drzwiach łazienki - mówi dr Piotr Burda, toksykolog ze Szpitala Praskiego.

Podczas dolewania ciepłej wody do wanny piecyk włącza się i, wskutek niepełnego spalania, wydziela się gaz. W źle wentylowanym pomieszczeniu (niedostateczna wentylacja napowietrzająca i odprowadzająca gazy spalinowe) gaz bardzo szybko wypycha tlen i człowiek zaczyna wdychać tylko tlenek węgla.

- Niejednokrotnie zdarzyło się, że człowiek tracił przytomność z powodu zatrucia się tlenkiem węgla i jeszcze się topił - przestrzega dr Burda. - Ostatnio do naszego szpitala trafiła para młodych ludzi. Ona zatruła się we własnej wannie, a on zaraz po niej, gdy wpadł do łazienki, by ją ratować, ponieważ stężenie tlenku węgla było tak duże.

Niestety, zatrucia tlenkiem węgla często kończą się śmiercią albo trwałym kalectwem (stan wegetatywny). Dlatego warto pamiętać, by podczas kąpieli, gdy ma się zainstalowany piecyk gazowy (niezależnie od tego czy nowoczesny, czy ten starej generacji), uchylać drzwi do łazienki albo wcale nie dolewać gorącej wody (by piecyk nie włączał się). To jedyny sposób, by w małej, źle wentylowanej łazience nie doszło do nieszczęścia.

Groźne grzyby i pleśnie

- Dla mnie zdrowy dom to taki, w którym nie ma możliwości, żeby one powstały, a to, niestety, nie jest powszechne - przekonuje inż. Krzysztof Kakowski. Stanowi to zagrożenie dla alergików. Osoby uczulone na grzyby i pleśnie nie mają w takim domu szans na wyleczenie czy poprawę samopoczucia. Ciągły kontakt z alergenem powoduje nieprzerwany katar, kaszel, łzawienie oczu, bóle brzucha, wysypkę.

- Okazało się niedawno, że klimatyzacja (nawet nowoczesna) jest pod tym względem niesłychanie groźna - dodaje inż. Kakowski. W przewodach klimatyzacyjnych lęgną się pleśnie i grzyby, które cały czas klimatyzacja "wypluwa" na ludzi. Jak duże jest to zagrożenie, przekonano się we Francji, gdzie wystąpiły nawet wypadki śmiertelne.

Na szczęście, niedawno (również w Polsce) wprowadzono przepis, mówiący o tym, że przewody klimatyzacyjne muszą być systematycznie czyszczone. Zostały nawet stworzone nowoczesne urządzenia elektroniczne, które dokładnie penetrują wnętrze przewodów klimatyzacyjnych i oczyszczają je.

Byle nie za szczelnie

Nie mamy się też czym pochwalić w dziedzinie termoregulacji. Przesadne uszczelnianie budynków powoduje, że tworzy się z mieszkań wielkie rozgrzane banie, co jest bardzo niezdrowe dla mieszkających w nich ludzi.

- Kiedyś problem rozwiązywały nieszczelne okna. Od czasu, kiedy mieszkańcy zaczęli stosować "nowoczesne", np. plastikowe okna, dopływ świeżego powietrza został właściwie odcięty (warto dodać, że najtańsze okna PCV nie mają systemów rozszczelniania) - przestrzega inż. Kakowski.
Stare bloki są bardzo często dodatkowo ocieplane styropianem. Mieszkańcy cieszą się wtedy, że będzie im cieplej. Nie ma z czego. Plastikowe okna i tani styropian jako izolacja to niedobre połączenie: stąd już tylko krok do wody spływającej po ścianach, butwiejących mebli, grzybów i pleśni panoszących się po całym mieszkaniu.

- Styropian przepuszcza powietrze bardzo wolno - wyjaśnia inż. Kakowski. - Lepsza jest wełna mineralna, bo stopniowo usuwa wilgoć z budynku, nie jest całkowicie szczelna, ale ona jest, niestety, droższa. - Budynek powinien oddychać - dodaje. - Niezbędny jest ruch powietrza w obie strony. W momencie gdy podejmuje się decyzję o ociepleniu, nie wolno zapominać, że, gdy jest nieprawidłowo wykonane, wilgoć nie może wydostać się na zewnątrz, cofa się, wykrapla na ścianach, co sprzyja grzybom i pleśniom. A o tym, ile jest wilgoci we wnętrzu, mogą świadczyć okna pokryte rosą w czasie chłodów.

Toksykolog przestrzega natomiast przed samodzielnym usuwaniem grzybów i pleśni ze ścian, albo wynajmowaniem do tego celu przypadkowych ludzi. - Zawsze trzeba żądać instrukcji (najlepiej na piśmie) postępowania po takim zabiegu oraz atestacji, czyli dowodu, że środek jest dopuszczony do używania w pomieszczeniach mieszkalnych. Miewam na oddziale ostrych zatruć poszkodowanych podczas odgrzybiania - mówi dr Burda.

źródło: gdzieś z sieci
 
statystyka