Tu jesteś: Start / prasa o OZE / USA za ekoenergią?
USA za ekoenergią?
Wyszukane w prasie
W niedzielę Izba Reprezentantów uchwaliła ustawę, która ma zmusić firmy do przestawienia się na odnawialne źródła energii. Nic ważnego w amerykańskiej polityce nie może obyć się bez odwołania do Stwórcy - i tak też było tym razem. - Ta planeta jest dziełem Boga i jej ochrona jest naszym moralnym obowiązkiem - mówiła po uchwaleniu ustawy przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi.
To pierwsza tak ważna dla gospodarki ustawa, którą przeforsowali Demokraci po swym niedawnym zwycięstwie wyborczym.
Po raz pierwszy w historii USA ma obowiązywać ustawowy limit energii wytwarzanej ze źródeł odnawialnych - począwszy od 2020 r. co najmniej 15 proc. energii ma pochodzić z wiatru, słońca i biomasy. Dziś ten udział wynosi w USA 6,1 proc.(dla porównania - w Polsce 3,7 proc. i to łącznie z hydroelektrowniami).


Trudno nie dopatrywać się analogii do polityki UE, choć Unia jest nieco bardziej wymagająca - w tym samym 2020 r. aż 20 proc. energii ma pochodzić z odnawialnych źródeł.

Zdaniem analityków ta reforma pozwoli ograniczyć emisję CO2 w Stanach do 2030 r. o 18 proc. Administracja prezydenta Busha do tej pory kwestionowała sens międzynarodowych wysiłków zmierzających do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych - USA, wraz z m.in. Chinami i Indiami, odmówiły ratyfikacji protokołu z Kioto, który zobowiązywał państwa do redukcji zanieczyszczeń.

Ustawa przewiduje też, że tradycyjnie związane z Republikanami firmy naftowe stracą gigantyczne ulgi podatkowe przyznane im przez ekipę Busha. Wyniosły one w ciągu trzech lat ok. 16 mld dol. Zamiast nafciarzy mają dostać je producenci energii z odnawialnych źródeł. Oprócz ulg podatkowych dostaną także federalne dotacje oraz gwarancje kredytów.

Zdaniem Demokratów zwrot w kierunku odnawialnych źródeł energii oprócz korzyści ekologicznych przyniesie także zwiększenie niezależności energetycznej. USA są dziś największym światowym konsumentem ropy naftowej, ale większość importują.

Natomiast największe źródła ropy znajdują się w krajach, których stosunek do USA jest albo otwarcie wrogi - jak Wenezuela czy Iran - albo niezbyt przychylny - jak Rosja - albo wreszcie są to kraje potencjalnie niestabilne - jak Arabia Saudyjska.

Dla Demokratów pakiet jest spełnieniem ich przedwyborczych obietnic, ale Republikanie przyjęli go z oburzeniem. - To wojna wydana paliwom płynnym - stwierdził kongresman Ralph Hall z Teksasu. Jego kolega Joe Barton dodał, że jest "polityczna zabawa dla promocji dziecinnych idei". Przeciw ustawie bardzo ostro protestowało lobby naftowe. Amerykański Instytut Paliwowy reprezentujący 400 największych korporacji z tej branży tłumaczył, że ustawa oparta jest na fałszywym przeciwstawieniu ropy naftowej i odnawialnych źródeł energii.

Zdaniem nafciarzy nowe prawo spowoduje zmniejszenie liczby miejsc pracy. Żeby przyjęta przez Izbę Reprezentantów ustawa weszła w życie, musi się na nią zgodzić także Senat, a potem podpisać prezydent. Senat przyjął już w czerwcu własny projekt, jest on jednak znacznie bardziej zachowawczy. Teraz kongresmani i senatorowie będą musieli wypracować kompromisowe rozwiązanie. Uchwaloną w niedzielę ustawę poparli nie tylko Demokraci - za głosowało także 26 republikanów.

Największą szansą nafciarzy jest jednak trudne do obalenia weto prezydenta Busha, do którego zachęcają kongresmani z Teksasu. Prezydent w liście wystosowanym w piątek już zagroził niepodpisaniem ustawy. "Ustawa grozi zmniejszeniem krajowej produkcji ropy i gazu oraz zwiększa podatki dla jednej branży" - czytamy w liście.

Źródło: Gazeta Wyborcza
 
statystyka