| Kto zarobi na świadectwach energetycznych? |
| Wyszukane w prasie | |||
Budowlańcy kłócą się, kto będzie wydawał energetyczne certyfikaty dla domów i mieszkań. I kto zgarnie grube miliony.Od 2008 r. obowiązek uzyskania świadectwa energetycznego obejmie wszystkie nowo budowane budynki, a rok później także te już istniejące (do tego czasu świadectwa będą dobrowolne). W tym drugim przypadku taki dokument będzie potrzebny każdemu, kto zechce budynek (także dom jednorodzinny, a nawet mieszkanie w bloku) sprzedać albo wynająć. Takich transakcji jest kilkaset tysięcy rocznie.Najpewniej w przyszłym miesiącu rząd skieruje do Sejmu stosowny projekt ustawy, którą wymusza na Polsce i innych krajach UE obowiązująca dyrektywa promująca oszczędzanie energii. Bruksela liczy, że świadectwa zmuszą właścicieli do modernizowania domów, bo od klasy energetycznej podobnie jak w przypadku sprzętu AGD będzie zależała w pewnym stopniu ich wartość rynkowa. (...) Resort transportu i budownictwa proponuje proste rozwiązanie - chce dać zarobić inżynierom mającym „uprawnienia do projektowania lub kierowania robotami budowlanymi" w specjalnościach architektonicznej i konstrukcyjno-budowlanej oraz ekspertom od sieci, instalacji i urządzeń cieplnych. Załapią się też już działający audytorzy energetyczni, którzy wykażą się wykonaniem co najmniej pięciu audytów (na użytek inwestorów korzystających z budżetowej dotacji termomodernizacyjnej). Szkoleniem specjalistów (bez konieczności zdawania egzaminu) i ich rejestrowaniem mają się zajmować Izba Architektów oraz Izba Inżynierów Budownictwa. Obecny wiceminister transportu i budownictwa i równocześnie pełnomocnik rządu ds. budownictwa mieszkaniowego Piotr Styczeń zapewnia, że nie kierował się interesem izb. - Stawiamy na praktyków - wyjaśnił "Gazecie" Styczeń. Tym samym jednak odciął od zleceń m.in. pracowników wyższych uczelni technicznych, ekspertów z różnego rodzaju fundacji, stowarzyszeń i organizacji promujących oszczędzanie energii, a także zarządców nieruchomości, rzeczoznawców majątkowych oraz inżynierów ochrony środowiska. Przeciwko Styczniowi zwróciło się więc inne potężne lobby budowlane z Konfederacją Budownictwa i Nieruchomości na czele. Organizacje te przekonują, że większość owych praktyków, np. projektantów dróg czy zbiorników wodnych, nie ma o ocenie energetycznej budynków zielonego pojęcia. Uważają też, że "wykorzystanie tej samej zawodowej grupy osób skupionych w izbach, wykonujących projekty budynków, realizujących budynki prowadzi do zagrożenia, konfliktu interesów, narażając te osoby na zarzut braku obiektywności, współzależności i solidarności zawodowej". Pada również zarzut, że izby ograniczą dostęp do powstającego rynku pracy, a w konsekwencji - konkurencję. Skutkiem tego będą wysokie ceny. Organizacje proponują powstanie odrębnej, licencjonowanej grupy zawodowej na wzór pośredników i zarządców nieruchomości. Kandydat na audytora musiałby się tylko wykazać wyższym wykształceniem („architektura, budownictwo, inżynieria środowiska, energetyka lub pokrewne"), odbyć szkolenie i zdać egzamin (powtarzany co pięć lat). Według Stycznia to droga do stworzenia kolejnej korporacji zawodowej. - Nie zgodzę się na powstanie nowego licencjonowanego zawodu - stwierdził. Wygląda więc na to, że do decydującej bitwy dojdzie w Sejmie.
|