Tu jesteś: Start / Dom niskoenergetyczny / Przemyślane budowanie
Przemyślane budowanie
Od wielu lat utarło się niepoprawne stwierdzenie, że najpierw musimy zaprojektować dom, zrobić projekt architektoniczny, później zatwierdzić dokumentację i przystąpić do budowy.

Instalacje zaś wykonujemy na samym końcu, jako układ wynikowy. Nic bardziej mylnego !

Projektowanie budynku jest bardzo złożonym procesem, który musi być rozpatrywany przy uwzględnieniu indywidualnych aspektów, pokonywaniu oddzielnych i specyficznych problemów, ale elementem wieńczącym są sprawy eksploatacyjne - a te wymagają udziału w pierwszej kolejności instalatora.

Przecież to nie od wyglądu budynku będzie zależało, czy za ogrzewanie zapłacimy miesięcznie 2000 zł czy 200 zł.


Poważnym problemem wśród starszej grupy architektów jest brak znajomości zasad projektowania energooszczędnego i wykorzystania energii odpadowej, a także wykorzystania odnawialnych źródeł energii.

Wiele osób nie wie nawet, w jakim miejscu umieścić kotłownie czy też kominek. Architekci w większości (aby nie urazić nielicznej grupy prawdziwych fachowców) podchodzą do tych zagadnień z uwzględnieniem jedynie wyglądu i synchronizacji przestrzennej. Nie ma dla nich znaczenia sprawa stratyfikacji ciepła czy też systemów i odcinków rozprowadzenia ciepła, które można doprowadzić w ich mniemaniu do każdego punktu.

Mało projektantów od budownictwa zna zasady budowy pasywnej, gdzie w zakresie odpowiednich systemów konstrukcyjnych ścian warstwowych można uzyskać odpowiedni efekt cieplarniany z odzyskiem do systemu ogrzewania wnętrza (tzw. ściana Trombe'a).

Wracając jednak  do  konkretnych i przyziemnych pytań: jaki system należy zastosować do ogrzewania domu jednorodzinnego, wolno stojącego o powierzchni ok. 140 m2 (domek parterowy z poddaszem użytkowym oraz garażem)? Instalacja powinna być dostosowana do konstrukcji budynku.
Przed zaprojektowaniem architektonicznym należy w pierwszej kolejności dokonać wyboru:
  • lokalizacji budynku,
  • orientacji frontowej ze wskazaniem strony południowej,
  • sąsiadującego zadrzewienia,
  • materiałów ściennych (ściana jedno- czy wielowarstwowa) i jaki typ,
  • sposobu izolacyjności konstrukcji i bryły budynku,
  • przewodów kominowych z właściwym doborem średnic i odległości technicznych,
  • systemu ogrzewania (układ monowalentny czy biwalentny - mieszany),
  • sposobu ogrzewania (ścienne, podłogowe, mieszane itp.),
  • źródła ogrzewania (rodzaj i typ kotła - moc grzewcza, sposób zasilania),
  • zasobnika  c.w.u.   (monowalentny czy biwalentny z możliwością dołączenia  kolektorów słonecznych, pompy ciepła, kominka itp.),
  • układu sterowania,
  • systemu  wentylacji  pomieszczeń (grawitacyjna, mechaniczna),
  • i innych niezbędnych działań.

Po wyborze ogólnych założeń należy pamiętać przede wszystkim o rodzaju ogrzewania podłogowego (hydrauliczne czy elektryczne), ponieważ grubość podłoża zmienia się o kilka centymetrów miedzy nimi, co często powoduje konieczność obcinania drzwi w wybudowanym obiekcie w stanie surowym..

Architekt w takim wypadku często pisze w swoim opracowaniu: projekt instalacji c.o. wg oddzielnego opracowania, ale zapomina, że rzędne posadzki ustala kierownik budowy w oparciu o projekt architektoniczny.




Pierwsze kroki

Zastanawiając się nad obowiązującymi przepisami prawa budowlanego pierwsze kroki w tzw. procesie budowy rozpoczyna się od ustalenia warunków technicznych i warunków zabudowy.

Tak naprawdę nikt jednak nie stwierdził, kto ma przygotować właściwe, nie mówiąc już poprawne, warunki zabudowy.
Faktem jest, że pod wnioskiem, skierowanym do lokalnych władz urbanistycznych, powinien podpisać się inwestor. Ale nikt nie zadał sobie trudu, co będzie się działo z wnioskiem, który wypełnia np. specjalista od śpiewu lub tańca. Takie warunki z założenia są wadliwe, ponieważ nie zawierają istotnych informacji, o które się później będzie dopominał inwestor.

Następnie w codziennej prasie możemy czytać różne historie opisów budów, w których taki czy inny wykonawca źle wykonał swoją pracę. Żale skierowane do wykonawcy nigdy nie zawierają jednak głębszej analizy i odpowiedzi, czy dany wykonawca miał wystarczającą wiedzę i dokumenty pozwalające mu na właściwe wykonanie pracy. A w większości przypadków chodzi inwestorowi o to, aby dostać jak najszybciej „pozwolenie na budowę" (nieważne jakie, ale aby było). Później następuje realizacja i ma być szybko i tanio. Tak też się dzieje przy wykonaniu stanu surowego i zatrudnieniu ekipy np. „górali". Ale później przychodzi rozczarowanie i gorzka rzeczywistość, wraz ze wzrostem kosztów, przeróbek, planów i poprawek budowlanych, aby wykonać wymarzone założenia.

Inwestor oszczędzając na kierowniku budowy, z jednej strony zaoszczędzi 2-3 tyś. zł, zaś z drugiej strony straci 30-80 tyś. zł.



Przytoczę przykład z życia wzięty, kiedy mój znajomy inwestor musiał wykonać wylewkę pod posadzkę w warsztacie samochodowym i sam wykonał tę pracę, doprowadzając do tego, że 18 betonowozów (każda „gruszka" po 6 m3) było zamówionych na darmo, a później dochodziła dodatkowa wylewka wyrównująca i zacieranie powierzchni. Na jednej takiej pomyłce straty wyniosły ponad 25 tyś. zł. Największą porażkę zanotowałem u inwestora, który pomylił się w ocenie docieplenia stropu i jego odwodnienia. Różnica w kosztach wyniosła ponad 180 tyś. zł. Inwestor zaplanował bardzo dobrą bryłę pod kątem architektonicznym, ale nie chciał rozmawiać o wykonaniu ogrzewania i odwodnienia na początku. Kiedy wszystko było już wykonane, zmiany kosztowały i to bardzo wymiernie.

A jednak instalator...

Czy zatem zamiast podawać przepiękne rozwiązania, nie warto uświadamiać inwestorów, że o budowie rozmawiać należy w pierwszej kolejności z instalatorem, a później z architektem. Wprowadzone w pierwotnej fazie założenia i ograniczenia eksploatacyjne wymuszą wtedy na nim właściwe rozwiązania i przyniosą nam oszczędności.

Czytając kanon publikacji technicznych „Podręcznik projektowania architektoniczno-budowlanego" Petera Ersta Neuferta, nie znajdziemy prostej i jasnej odpowiedzi, gubiąc się w ogromnej ilości bardzo cennych szczegółów. Czytając polskie publikacje, np. „Budownictwo mieszkaniowe - poradnik projektanta" Władysława Korzeniewskiego, również nie znajdziemy prostej odpowiedzi, ale za to możemy dowiedzieć się o pracach poprzedzających opracowania inwestycyjne i założenia koncepcyjne.

Dowiemy się również o wykorzystaniu „Słońca w urbanistyce", ale nie znajdziemy odpowiedzi nas nurtujących, czy pierwszy ma być architekt, czy też instalator na budowie.
Przypominam zatem zapis formalno-prawny (art. 41 ust. 1): Rozpoczęcie procesu budowy następuje z chwilą podjęcia prac przygotowawczych na terenie budowy.
Do prac tych zaliczamy:
  • wykonanie przyłącza wody (do celów budowy - inne jest do celów bytowych);
  • wykonanie przyłącza energetycznego (kablowego lub napowietrznego) do celów budowy z tzw. RB - T;
  • •wykonanie fundamentów pod komin itd.
Czy jednak prowadząc działania inwestycyjne, możemy zapomnieć o kosztach i kolejności postępowania instalatorów, jako tzw. branżystów?

Koszt projektów i uzgodnień, które musimy wykonać, to obecnie kwota, która obejmuje co najmniej ok. 10-15% kosztów naszej budowy. Jeżeli zatem planujemy budowę na poziomie ok. 200 tyś. zł, musimy liczyć się na koniec z kosztami ok. 20 tyś. zł na różnego rodzaju uzgodnienia, które zabierają nam nie tylko nasze pieniądze, ale też czas i drogocenne nerwy.

Z powyższej analizy wynika, że zawsze najdroższy jest projekt instalacji architektonicznej, następnie instalacji gazowej i elektrycznej. Pozostałe projekty traktowane są wręcz po „macoszemu", gdzie inwestorzy uważają je za zbędne i nieprzynoszące żadnych korzyści.

Powyższa analiza wskazuje jednoznacznie, że jednak projekty instalacji sanitarnych biorą górę nad projektem architektonicznym. Osobiście nie wyobrażam sobie budowy czy też kapitalnego remontu budynku mieszkalnego bez zaprojektowania instalacji sanitarnych.

Problemy jednak na budowie mogą się zacząć, kiedy okaże się, że nie tylko nie posiadamy stosownej dokumentacji, a prace wykonujemy bez odpowiedniej wiedzy i przygotowania. Koszty wtedy rosną dwu-, trzykrotnie.


Zdarzyło się mi uczestniczyć w procesie budowy, kiedy dokumentacja kilkanaście razy przewyższała koszty budowy z racji doprowadzenia obiektu do tzw. katastrofy budowlanej.

Ustawodawca w celu zapobieżenia nieprawidłowościom stworzył funkcję tzw. koordynatora na budowie, którym jest właśnie kierownik budowy. Od niego też zależy jak wykonane będą poszczególne prace, a także, czy poszczególne działania mogą być wykonane na danym etapie i przy udziale jakich środków finansowych.

Do bardzo niebezpiecznych działań, nawet na małej budowie, dochodzi wtedy, gdy wszystkie prace zlecane są różnym firmom. Każdy wtedy próbuje wykonać jak najszybciej swój zakres prac i wręcz „ucieka" z budowy. Inwestor ma wtedy np. wykonaną instalację wodociągową, ale wyprowadzoną do układu standardowego, a chce zastosować np. wszystkie urządzenia podwieszane. Przesunięcie o kilka centymetrów zaworów kątowych może powodować, że nie uda się nam podwiesić osłony maskującej pod umywalką albo będziemy musieli wezwać ponownie ekipę hydraulików do tzw. białego montażu i zapłacić za przeróbki w instalacji. W takim wypadku winę można przypisać jedynie inwestorowi, bo to on odpowiada za ustalenia działań inwestycyjnych.

Pojawiające się problemy

Bardziej poważne problemy pojawiają się w systemach centralnego ogrzewania, kiedy nie analizując żadnych założeń przy projekcie architektonicznym, zaczynamy się zastanawiać wtedy, gdy mamy gotowe ściany. Co wtedy należy wykonać i jaki uczynić pierwszy krok?

Instalator jest niejako postawiony przed faktem dokonanym, bo może zastosować tylko takie rozwiązanie, na jakie pozwala mu dana budowla. Najczęściej jest to układ z tradycyjnym rozwiązaniem z kotłem gazowo-olejowym, z rozdziałem dolnym w układzie dwururowym. Jedyny zysk, jaki może powstać pochodzi od instalacji słonecznej czy też kominka. Ale czy budowę tych instalacji możemy wykonać w sposób dowolny, to zależy od podjętego rozwiązania budowlanego.

Z punktu widzenia fizyki, miejscem najlepszej lokalizacji grzejników są nasze przegrody zewnętrzne - ściany oraz podłoga i strop. Ściany z racji umieszczonych w nich otworów okiennych wymagają szczególnej koncentracji źródeł ciepła. Jednak stosując układ z centralą nawiewową i rozprowadzeniem ciepła z wykorzystaniem tzw. ściany aktywnej, można rozważać system jedynie w układzie planowanej budowy, a nie gotowego obiektu. Podobnie jest z budynkami, gdzie stosuje się tzw. elewację aktywną. W przypadku podwójnej przegrody szklanej, wspartej na stosownej konstrukcji stalowej, nie da się najpierw wykonać budynku, a później dostawiać przegrodę aktywną.

Przykładów rozwiązań technicznych jest bardzo wiele, wskazujących na konieczność funkcjonowania instalatora w pierwszej kolejności, zaś później projektanta od konstrukcji budowlanych.


W moim odczuciu obecnie powinno się mówić o specjalizacji zawodowej obejmującej nowy typ budownictwa tzw. eko-budownictwa.



Uwzględniając jednak wymóg formalny izb zawodowych projektantów i zapis ustawowy skierowany do trzech grup zawodowych: urbanistów, konstruktorów i architektów. Mamy z jednej strony uregulowany stan prawny, ale absolutnie oderwany od rzeczywistego wymogu chwili i potrzeb użytkowników podział.

Ten stan świadczy również o sytuacji w polskim przemyśle budowlanym (szczególnie dotyczy budownictwa jednorodzinnego).

Dobre i energooszczędne budynki są wręcz perełkami, na które trudno trafić.


Za coraz bardziej powszechne rozwiązania uznaje się stosowanie „instalacji solarnych", ale pod tym pojęciem kryje się olbrzymia grupa przeróżnych rozwiązań technicznych.

Za najprostsze i najbardziej efektywne należy uznać zastosowanie płaskich kolektorów słonecznych służących do podgrzewania ciepłej wody użytkowej. Ale użycie tych samych kolektorów do wspomagania systemu centralnego ogrzewania (szczególnie w okresie fenologicznym) to już sprawa bardziej złożona. Jeżeli do tego dodamy zasilanie w ciepłą wodę pralki automatycznej i zmywarkę, to z naszej instalacji robi się bardzo poważny układ grzewczy, oparty na wielokrotnym systemie sterowania równoległego. Powiązanie zaś kolektorów cieczowych z powietrznymi jest już szczytem optymalnej ceny i najwyższego komfortu. Powyżej tego pułapu, przy dzisiejszych cenach urządzeń i kosztów robocizny, dalsza rozbudowa instalacji to już prawdziwy snobizm. Do takiego przykładu zaliczam układy heliostatyczne, które są wręcz „rozwiązaniem na pokaz".

Wystarczy otworzyć atlas klimatyczny, aby zorientować się, że Polska leży w strefie klimatycznej umiarkowanej, zaś takie rozwiązania są bardzo wizualne, ale mają rację bytu w strefie zwrotnikowej. Nie zmienia to faktu, że na wielu rzeczach trzeba się znać, zaś zawiłe sformułowania zawarte w dokumentacji technicznej wcale nie są ułatwieniem dla inwestorów. Dobrze, iż w tym wypadku „kawałek chleba" mają zagwarantowany projektanci owych systemów solarnych.

Interdyscyplinarny wymóg i szczególna wiedza, bardzo szeroka z zakresu instalacji, materiałoznawstwa, jest nadal skuteczną blokadą. Warto powiedzieć, że na terenie Polski wybudowane są domy tzw. "zero - energetyczne, niewymagające dostaw energii z zewnątrz. Jednak nie rozwiązanie architektoniczne było pierwsze przy budowie, ale rozwiązanie instalacyjne, wplecione w układ bryły budynku. Tak czy inaczej, w potocznych i zwykłych rozwiązaniach proponuję inwestorowi, aby spotykał się jednocześnie w biurze projektów razem z architektem i instalatorem.

Innym rozwiązaniem jest zakup tzw. gotowego projektu, który obejmuje zarówno konstrukcję budynku, jak również rozwiązania centralnego ogrzewania. Takie rozwiązania są jednak standardowe, bez superefektów energetycznych.

Na zakończenie

Na zakończenie trzeba przypomnieć, że zgodnie z ustawą prawo budowlane z 7 lipca 1994 r. każdy budynek powinien posiadać wyliczony wskaźnik zapotrzebowania energetycznego budynku.

Powiem tylko tyle, że od 1994 r. nie widziałem w żadnym z wydziałów architektury takich wyliczeń dla budynku jednorodzinnego.

Powód jest banalnie prosty: architekci nie stosują żmudnych obliczeń, bo im się nie opłaca, zaś inspektorzy w urzędach ich nie sprawdzają, bo sami nie potrafią przeliczyć podanych obliczeń, które wymagają analizy co najmniej czterech norm (m.in. PN-EN ISO 6946 „Komponenty budowlane i elementy budynku. Opór cieplny i współczynnik przenikania ciepła. Metoda obliczania", lub PN-B--02025 „Obliczanie sezonowego zapotrzebowania na ciepło do ogrzewania budynków mieszkalnych i użyteczności publicznej").

Tak więc wszyscy udają, że się na tym znają i przechodzą do porządku dziennego. Inwestor powinien zachować zdrowy rozsądek i szukać specjalistów z krwi i kości, pamiętając zarówno o problemach instalacyjnych, jak też architektoniczno-budowlanych.

 
statystyka